sobota, 27 września 2014

Jesienne niezbędniki

Dzień dobry! Lato już za nami, zatem przybywam z świeżym postem o moich jesiennych niezbędnikach. Jeśli jesteście ciekawe bez czego nie udałoby mi się przetrwać jesieni, weźcie coś ciepłego do picia i czytajcie niżej.


Ulubiony kubek, owocowa herbata i świeżo zmielona kawa


Podstawową rzeczą bez której nie wytrzymałabym każdej jesieni jest kubek gorącej kawy lub herbaty. Kawę zwykle piję raz dziennie (rano), tej jesieni postawiłam na średnio paloną kawę Starbucks. Jest przepyszna! Przy kupnie kawy oferowano mi zmielenie jej na miejscu, jednak ja stwierdziłam, że lepiej będzie mi zaparzyć rano świeżo zmieloną kawkę. Skoro piję kawę od Starbucks to i kubek musi być tej samej marki. Jest to plastikowy kubeczek wzorowany na tych, które dostajemy w kawiarni przy zakupie kawy na wynos, jest wielokrotnego użytku, cena 10 zł. Moje ulubione herbaty to oczywiście Lipton w piramidkach. Moim ideałem jest jagodowa muffinka, której niestety nie ma teraz w sprzedaży. Obecnie piję o smaku brzoskwini i mango. Smakuje jak brzoskwiniowa nestea :)

Ciepły szalik


Pogoda nie rozpieszcza podczas jesieni, zatem ja zawsze mam przy sobie ciepły szaliczek lub chustkę. Mam bardzo wrażliwe gardło, zatem po wyjściu na dwór bez żadnego zabezpieczenia szyi od razu mnie boli. 

Długie skarpety, koc, termofor i tablet


Zazwyczaj tak spędzam moje leniwe jesienne weekendy. Kocham długie skarpety/zakolanówki. Te, które widać na zdjęciu wyjątkowo lubię! Kupiłam je w outlecie Calzedoni za ok. 4zł., są świetnie wykonane, jest mi w nich ciepło, a przy tym wyglądają obłędnie dzięki kokardkom na boku. Termofor to również bardzo przydatna rzecz do ogrzania. Ten akurat zakupiłam w Biedronce za jakieś 10zł., jest bardzo duży i długo trzyma ciepło wody.

Wygodne buty


Kocham buty! A szczególnie trampki. Będę w nich chodzić dopóki nie spadnie śnieg. Białe, krótkie, klasyczne conversy to aktualnie moje ulubione buty. Noszę je do wszystkiego i obiecałam sobie, że jeżeli ich lata świetności się skończą kupię drugą parę! Vans slim classic to drugie po Conversach ulubione trampki. Ten model jest naprawdę uniwersalny, buty również pasują do wszystkiego dzięki swojej minimalistyczności. Widoczne na środku skórzane, botki z metalicznym słupkowym obcasem zakupiłam rok temu w Mohito. Są bardzo eleganckie, wygodne i pasują  najbardziej do stylizacji typu allblack.

Świeczki, woski i świeczniki


Świece dają niesamowity klimat w każdym pomieszczeniu. Ja od razu po przyjściu ze szkoły zapalam wszystkie świece w pokoju i dopiero wtedy mogę się uczyć. Największą przyjemność sprawia mi zapalanie własnoręcznie wykonanych świeczników. Tej jesieni oczywiście nie rozstaję się w woskami Yankee Candle. Najlepszy wosk oddający zapach jesieni i jabłek to oczywiście Sweet Apple. Widoczną na środku świeczkę z Rossmanna zapalam zwykle bliżej świąt, ze względu na świąteczny waniliowy zapach.

Ciepłe swetry


Początek jesieni to czas kiedy najwyższy czas wyjąć wszystkie swetry z garderoby.
Ja uwielbiam te typu oversize. W połączeniu w obcisłymi jegginsami wyglądają idealnie! W mojej kolekcji brakuje mi najbardziej białego sweterka z warkoczem, i to jest właśnie powód, aby udać się na zakupy. Moje ulubione kolory sweterków to oczywiście pastele, biel i szarości.

Torebka w jesiennym kolorze i kawa na wynos


Dwa tygodnie temu w H&M kupiłam mój ideał torebki. Jest duża, pojemna i przy tym bardzo elegancka! Polowałam na tą w kolorze czarnym, niestety nie było jej aktualnie w sklepie, zatem postawiłam na szarość, która również jest bardzo uniwersalna i pasuje do jesiennych outfitów. Super rozwiązaniem są jednorazowe kubeczki na kawę. Jeśli nie mamy rano czasu na wypicie kawy w domu, wystarczy zrobić ją do takiego kubeczka i zabrać ją w podróż do szkoły/pracy. Ja moje kubeczki kupiłam w Szwajcarii w sklepiku typu 'wszystko po 2fr.'. Nie mam pojęcia gdzie mogłabym takie kubki dostać w Polsce :( Może w Makro? 

I to tyle na dziś. Myślę, że post był ciekawy i nie zanudziłam Was. :) Życzę Wam kochane udanego i pogodnego weekendu. Do kolejnego wpisu! ♥

sobota, 13 września 2014

Recenzja podkładu Bourjois healthy mix

Witajcie! Znów nie było mnie dwa tygodnie, a to wszystko przez brak czasu. Rano wstaje ok. 10, wychodzę o 12, więc nie ma szans na napisanie posta. Wieczorem 21 jestem w domu i ledwo żyję. Dziś przygotuję 2 posty (ten i kolejny, który opublikuję w połowie tygodnia). Dziś recenzja podkładu Bourjois healthy mix, który na pewno bardzo dobrze kojarzycie. Dlaczego wzięło mnie akurat na ten podkład? Czy jest warty polecenia? O wszystkim przeczytacie poniżej. :)

Nigdy nie miałam do czynienia z kosmetykami z Bourjois. Dlaczego? To proste! Pieniądze nie lecą mi z nieba i szkoda byłoby mi wydać te 60zł za podkład. No ale tak to jest jak się jedzie na zakupy, wpada do Douglasa i dowiaduje, że przecież Bourjois i Loreal są -50% tańsze. Pomyślałam.. 30 zł za healthy mix to dobra cena! Nawet na wszystkich ezebrach, kosmetykach z Ameryki itd. ten podkład wyszedłby mnie drożej. Jak już zabrałam się za swatchowanie i zobaczyłam  jego konsystencję, nie zawahałam się ani chwili i powiedziałam sobie: taka okazja szybko się nie trafi!


Producent pisze: ,,Podkład Healthy Mix idzie jeszcze dalej : rozświetlona i ujednolicona cera do 16 godzin, dzięki formule wzbogaconej w ekstraktu z owoców. Wzbogacony w krystaliczne pigmenty, ujednolica cerę, rozświetlając ją od wewnątrz. Cera jest pięknie rozświetlona i nawilżona przez 8 godzin. Delikatna i świeża tekstura niesłychanie łatwo wtapia się w skórę, nie pozostawia śladów na skórze. Efekt zdrowa i naturalnie piękna cera".

Jak ja go odebrałam?  Nigdy jakoś specjalnie nie chciałam tego podkładu. Po pierwsze cena, po drugie bałam się, że będzie za ciężki dla mojej młodej cery. Tak jak wspomniałam wcześniej, przy testowaniu go jeszcze w perfumerii zauważyłam, że nałożony na dłoń jest bardzo delikatny, naturalny i szybko wtapia się w skórę.

Wielkiego wyboru w odcieniach nie było, ponieważ na takiej promocji podkłady poszły jak ciepłe bułeczki. Ja wybrałam kolor #54 Beige, który idealnie pasuje do mojego obecnego koloru skóry. Sam podkład nie ciemnieje na skórze, nie oksyduje i pięknie wtapia się w naszą cerę.

Ogromny plus za zapach. W życiu żaden mój podkład nie pachniał owocami. Połączenie moreli, jabłka i melona bardzo przypadło mi do gustu. Dzięki zapachowi ten podkład nakłada się jeszcze przyjemniej.


Ogólne fizyczne walory przedstawione, teraz czas na ocenienie samej aplikacji.
Zacznę od tego, że aplikację ułatwia nam pompka, która według mnie nakłada za jednym razem idealną ilość podkładu (widoczne na zdjęciu). Ja nakładam go pędzlem Real Techniques Stippling Brush, a pod sam podkład stosuję bazę Clinique. Aplikacja należy do tych przyjemnych. Na początku miałam wrażenie, że nakładam maseczkę, ponieważ podkład jest bardzo gęsty. Produkt bardzo szybko się aplikuje, ponieważ od razu idealnie wtapia się w skórę, nie zostawia smug, nie zatyka porów i w dodatku całkiem dobrze kryje. Myślę, że produkt będzie wydajny i te 30ml starczy na długo.

Twarz po nałożeniu produktu jest rozświetlona (efekt jest bardziej naturalny niż po Wake me up). Podkład nie tworzy tzw. 'maski'. Wygląda bardzo naturalnie i świeżo. Efekt całego boom utrzymuje się cały dzień. Kiedy wracam do domu wieczorem twarz wygląda niemal identycznie jak rano. Moja skóra ma tendencję to świecenia, dlatego zawsze muszę przypudrować 2 razy dziennie nosek, za to korektor poszedł w odstawkę.


Jak widać chyba na zdjęciu, twarz wygląda zdrowo, promiennie, jest ładnie rozświetlona, a wszystkie niedoskonałości niewidoczne.

To tyle na dziś! W kolejnym poście również znajdzie się recenzja, ale już troszkę w innym charakterze, ponieważ zrobimy pojedynek dwóch produktów :) Myślę, że nie zanudziłam Was i recenzja pomogła Wam znaleźć odpowiedź na kilka pytań dotyczących tego podkładu. Do kolejnego wpisu! ♥





poniedziałek, 1 września 2014

Jak lepiej zacząć szkołę?

Witajcie! Niestety, dla nas uczniów nadszedł ten najgorszy dzień w całym roku, czyli oczywiście 1 września. U mnie ten dzień zawsze wywoływał i nadal będzie wywoływać smutek, a wręcz rozpacz. W tym roku mój plan lekcji spędził mi sen z powiek (nie wyobrażam sobie codziennego powrotu ze szkoły do domu po godzinie 20). No ale cóż takie życie.. czasami trzeba się podporządkować, zatem dziś pokażę Wam jak ja zaplanowałam sobie kilka spraw, aby choć troszeczkę zachciało mi się pouczyć i iść na lekcje. Jesteście ciekawe? Czytajcie dalej! ♥


W tym roku postanowiłam zaopatrzyć się w zeszyty, które naprawdę będą mnie zachęcać do notowania i uczenia się. Rok temu 'szkolne zakupy' zrobiłam dzień przed pójściem do szkoły, wybór był bardzo mały, zatem w tym roku postanowiłam to zrobić tydzień wcześniej. Większość zeszytów kupiłam w Biedronce, Euro i Sinsay są one tam najtańsze i są świetnej jakości! Okładki niczym obrazki z tumbler'a na pewno będą zachęcać do nauki :)


W poprzednim tygodniu zabrałam się również do zorganizowania biurka, na które szczerze.. nie mogłam patrzeć. Jak w całym pokoju umieściłam na nim białe dekoracje przy czym pomyślałam także o praktycznej organizacji. Całość mam nadzieję prezentuje się całkiem, całkiem.


Na pierwszy tydzień w szkole wymyśliłam kilka outfitów. Zawsze lepiej się wcześniej zorganizować z garderobą niż później biegać rano po pokoju szukając ubrań i zestawiać je w całość. Dlatego zawsze wieczorem chcę mieć na wieszaku gotowy outfit na kolejny dzień.


W 2 klasie technikum będę stosować tę samą metodę nauki co w młodszych klasach. Po prostu.. Kartkówka? Biorę kartkę ładnie i starannie wypisuję wszystkie potrzebne wiadomości, uczę się, umieszczam w segregatorze i jest jak znalazł na powtórkę przed sprawdzianem :) Dobra i sprawdzona metoda! Osobiście nie potrafię uczyć się z zeszytu czy podręcznika. Samo pisanie tego wszystkiego uczy :)


Te wakacje nie zachwyciły pogodą, zatem mój portfel nie ucierpiał, bo nosiłam wiosenne ubrania. Kasa została, zatem dlaczego nie kupić czegoś na dobry początek szkoły? Nie wiem jak Wam, ale mi zakupy bardzo poprawiają humor, dlatego aż będzie mi się chciało wyjść na zewnątrz w czymś nowym ;) 


Ten rok jak dla mnie będzie ciężki. Przede mną dwa egzaminy: pierwsza kwalifikacja zawodowa i egzamin na prawo jazdy. Nie wiem jak podołam temu wszystkiemu, ale staram się motywować do pracy. Pójdzie mi w tym roku dobrze to wakacje będą jeszcze bardziej zasłużone. Wierzę w siebie i mam nadzieję, że mi się uda. Nie wie jak będzie z blogiem. W weekendy na pewno będę dodawać posty, nie wiem czy znajdę czas od poniedziałku do piątku. Może być ciężko, ale będę się starać nie zaniedbywać Was. No to co? Życzę Wam duużo zapału i motywacji do nauki. Do kolejnego wpisu!